Nawigacja

Aktualności

„Oddajcie nam nasz dzieci…” Historia niemieckiego obozu dziecięcego w Iłowie

Z małą miejscowością leżącą w powiecie działdowskim-Iłowem wiążą się tragiczne losy dzieci zabranych matkom podczas II wojny światowej. Historia tego miejsca nie była przedmiotem szerszego dyskursu historycznego, jednak zbrodnie popełnione w obozie mają charakter niezwykle okrutny i obnażający działania nazistów wobec kobiet i dzieci podbitych narodowości.  

 

Niemiecki obóz dziecięcy w Iłowie został utworzony na początku 1940 r. w ramach większego kompleksu obozowego, w którym początkowo przebywali polscy, a w późniejszym okresie również francuscy, radzieccy i włoscy jeńcy wojenni oraz robotnicy przymusowi, wywożeni następnie do pracy w głąb III Rzeszy. Obóz zlokalizowany był u zbiegu ulicy Jagiellońskiej oraz Leśnej i nosił oficjalną nazwę: „Durchgangslager für ausländische Arbeitskräfte in Ilowo”.

 Z zespołu budynków, sześć baraków wydzielono na potrzeby obozu dziecięcego zwanego potocznie przez Niemców „lazaretem”. Cały  obiekt otoczono, tak jak inne obozy tego typu, drutem kolczastym i obstawiono wartownikami. Dzieci przebywające w tzw. lazarecie były głównie narodowości polskiej, białoruskiej, rosyjskiej, ukraińskiej i litewskiej. Dostawały się tam w rozmaity sposób i różnymi drogami. Wiele z nich było zabrane matkom przebywającym na robotach w Prusach Wschodnich. Stanisława Krokowska, mieszkanka Iłowa, wspomina:, „Wracałam pociągiem trasą Olsztyn-Działdowo-Iłowo. W pociągu jadącym z Działdowa do Iłowa zaobserwowałam trzy młode kobiety, które jechały z niemiecką siostrą zakonną. Kobiety te miały małe dzieci w wieku do kilku tygodni. Zapytałam jej wówczas dokąd jadą i skąd pochodzą. Otrzymałam odpowiedź, że wszystkie pracowały w okolicach Olsztyna, że jedna jest mężatką a dwie pannami. Mówiły, że zostały poinformowane, iż dzieci zawiozą do Iłowa, gdzie będą umieszczone w obozie, one będą zaś tam pracowały i opiekowały się swoimi dziećmi. Wtedy im powiedziałam, że dzieci będą im odebrane a one nie będą tam pracować (..). Idąc w Iłowie widziałam jak wszystkie te kobiety były wypychane przez strażnika obozowego. Płakały i mówiły, żeby oddać im dzieci..”. Ciężarne kobiety ze wschodnich terenów okupowanych przez Niemcy również kierowano do obozu w Iłowie. Po porodzie odbierano im noworodki, a je same wysłano na prace przymusowe. Nigdy więcej nie zobaczyły już swoich dzieci. Naziści wychodzili przede wszystkim z założenia, że dziecko nie mogło przeszkadzać kobiecie w wykonywaniu pracy. Ponadto istnienie takich ośrodków pozwalało na realizację polityki rasowej zgodnie z którą dzieci spełniające kryteria rasy aryjskiej poddawano procesowi germanizacji, wywożąc je do obozów wychowawczych, mieszczących się w III Rzeszy lub oddając na wychowanie niemieckim rodzinom. Warto zaznaczyć, że w obozie zostały umieszczone również dzieci, które urodziły kobiety przetrzymywane w domach publicznych dla niemieckich oficerów i żołnierzy. Według zachowanych relacji świadków w tzw. lazarecie miały przebywać również dzieci przywiezione z Powstania Warszawskiego.

 

Stan liczebny obozu oscylował w granicach kilkudziesięciu do 200 dzieci w wieku do 5 lat. Stanowisko komendanta sprawował Mrowinski, pochodzący najprawdopodobniej z Westfalii, a jego zastępcą był Ratke. Do pomocy skierowano również miejscowych Polaków. W rewirze dziecięcym pracowały przymusowo polskie siostry zakonne z Płocka, którymi kierowała Niemka-Oberschwester Matylda, zapamiętana przez świadków jako niezwykle bezduszna i okrutna kobieta, nieciesząca się sympatią nawet wśród personelu niemieckiego.  W 1943 r. do pracy w Iłowie także został skierowany polski lekarz dr Marian Knappe wraz z żoną Janiną. Warunki, które zastali w obozie były tragiczne, a śmiertelność wśród najmłodszych bardzo wysoka. Franciszek Krokowski, furman z Iłowa, wspomina: „Kiedy dzieci umierały miałem polecenie wywożenia ich. Chowano ich w trumnach. Grzebano ich w grobach indywidualnych. Nazwiska na krzyżach nie było a jedynie numery. Pod koniec okupacji pod lasem iłowskim w pobliżu ulicy Staszica pochowano około 200 dzieci.”

 

19 stycznia 1945 r. niemiecka załoga ewakuowała się z Iłowa, a obóz zajęły  radzieckie oddziały. Lokalna ludność poruszona losem dzieci przygarnęła je do swoich rodzin. W toku śledztwa wszczętego w 1966 r. przez Okręgową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Warszawie ustalono, że trzynaścioro dzieci, pochodzących ze Związku Radzieckiego, zostało zabranych przez Armię Czerwoną.  Po wojnie w sądach polskich toczyły się sprawy o przysposobienie dzieci oraz zmianę ich nazwiska. Jedna z ofiar podczas dochodzenie zeznała: „Kiedy przez pierwszą swoją matkę zostałam pobrana z obozu to na moim łóżeczku wisiała tabliczka z imieniem i nazwiskiem, z tego wnioskuję, ze pochodziłam ze Związku Radzieckiego. Żadnych dokumentów z obozu nie mam. Obok moje nazwiska na tabliczce przy łóżku była data urodzenia, którą ja właśnie podaję. Matka opowiadał mi, że gdy byłam dzieckiem, to nie miałam zupełnie włosów i cała byłam w krostach.”

 

Po wojnie wiele dzieci próbowało odnaleźć swoje prawdziwe matki i poznać swoją tożsamość. Jednak nie zachowała się dokumentacja obozowa, a dane zamieszczone na tabliczkach zawieszonych przy łóżku oraz na tasiemce rączki dziecka były często niewystarczające i niejednokrotnie zawierały błędy w pisowni nazwiska. Także obecnie wśród licznych zapytań wpływających do Centrum Informacji o Ofiarach II Wojny Światowej zgłaszają się dzieci-ofiary obozu w Iłowie, które poszukują swoich korzeni.

 

 

do góry